O autorze
Piotr Kalbarczyk, socjolog, psychoterapeuta. Koordynator projektów międzynarodowych Towarzystwa Rozwoju Rodziny.

Lekarz bez tabu. Wspomnienie o profesorze Tomaszu Niemcu.

prof. Tomasz Niemiec, rok 2002, Wystąpienie podczas jednej z konferencji TRR.
prof. Tomasz Niemiec, rok 2002, Wystąpienie podczas jednej z konferencji TRR. Piotr Kalbarczyk
W ubiegłym tygodniu, w przeddzień Światowego Dnia AIDS pożegnaliśmy profesora Tomasza Niemca. W tym lakonicznym stwierdzeniu zawarłem pożegnanie człowieka, którego znałem od początku lat 90-tych. Pamiętam, że spotkaliśmy się na którymś z pierwszych szkoleń dotyczących profilaktyki zakażeń HIV. Potem wielokrotnie miałem przyjemność zapraszać go na organizowane przez Towarzystwo Rozwoju Rodziny szkolenia i konferencje. Profesor Niemiec nie był wylewnym człowiekiem – mimo wielokrotnych spotkań, nie dopuścił mnie do sfery prywatnej. Nie miałem jednak nigdy najmniejszych wątpliwości co do tego jakiego formatu był specjalistą, szczególnie w zakresie problemów kobiet zakażonych HIV.

Bardzo byłem zdziwiony, że jego śmierć przeszła przez media słabo zauważona. Dwie krótkie notki – to wszystko. Moje zdziwienie wynikało z faktu, iż Jego śmierć to ogromna strata nie tylko dla całego środowiska zajmującego się profilaktyką czy pomaganiem osobom zakażonym HIV, ale również dla wszystkich zajmujących się zdrowiem seksualnym. Pozwalam sobie więc przedstawić tu nieco wspomnień osób, które miały szczęście poznać go lepiej.

Wspomina profesor Romuald Dębski, Szpital Bielański:
Wiadomość o śmierci Tomka dotarła do mnie, gdy byłem w pracy. Nie wierząc w to, oczywiście najpierw sprawdziłem, czy to prawda. Gdy się to potwierdziło, rozesłałem chyba ze 150 SMSów do znajomych w Polskę, z informacją o Jego śmierci. Poprosiłem współpracowników o nadanie nekrologu. Potem usiadłem przed komputerem. Trochę nieprzytomny zacząłem przeglądać pocztę. Pierwsza wiadomość tego dnia była od Tomka. Zawierała propozycję współpracy przy projekcie o zakażeniach przenoszonych drogą płciową. Zrozumiałem, że śmierć zabrała Go kilka chwil wcześniej. To odkrycie było dla mnie bardzo trudne. Pokazuje to jednocześnie jak bardzo był oddany swojej pracy – mimo choroby, pracował do końca.
Poznaliśmy się zaraz po studiach. Drogi naszej kariery posuwały się równolegle. Zawsze jednak można było na niego liczyć – pomagał zupełnie bezinteresownie. Tak również było, gdy wspólnie z Krzysztofem Makuchem (również lekarz ginekolog) odbieraliśmy pierwszy poród kobiety zakażonej HIV. Z okolic sali porodowej wymiotło wszystkich – lata temu, zakażenie HIV wywoływało ogromny strach. Wystarczył jeden telefon, a otrzymałem pełną konsultację, wszelkie potrzebne informacje oraz wsparcie, że proponowane przez nas zabiegi są właściwe. Wiem, że pomagał wszystkim potrzebującym, zakażonym kobietom – przyjeżdżały do niego z całej Polski. Prowadził ich ciąże, przyjmował ich porody w Instytucie Matki i Dziecka. To dzięki Jego staraniom udało się doprowadzić do współpracy pomiędzy ginekologami a zakaźnikami – zaczęliśmy się uczyć nawzajem od siebie postępowania z osobami żyjącymi z HIV. Bezdyskusyjnie był osobą, która łączyła różne światy. Był rzecznikiem wszystkich żyjących z HIV. To on legalizował procedury postępowania w Ministerstwie Zdrowia, walczył o nie w Sejmie, przekonywał ekspertów na konferencjach.
Jako lekarz miał ogromną świadomość swojej choroby. Los skonfrontował go z tym, jakie odczucia ma pacjent podczas wielokrotnych pobytów w szpitalu. Odwiedzałem go, gdy był dializowany w naszym szpitalu. Z rozmów o Jego chorobie, z tonu Jego głosu dawał się odczuć pewien cień żalu. Żalu, że mimo jego ogromnego zaangażowania w pracę, w działalność dla pacjentów, w jego chorobie nie można wiele zrobić. Tutaj muszę podziękować profesorowi Gellertowi za nadzieję, jaką w Tomasza tchnął. Tomasz do końca był aktywny. Choćby jeszcze we wrześniu, gdy między kolejnymi dializami znalazł czas na wykład o zakażaniach opryszczką u kobiet ciężarnych podczas Kongresu Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego.
Zazdroszczę mu tego, że mimo tak poważnych problemów zdrowotnych zachował otwarty umysł i chęć do kontynuowania pracy.
Zazdrościć mu również trzeba śmierci – jego choroba mogła skończyć się bardzo dramatycznymi komplikacjami medycznymi wywołującymi straszliwy ból. Ten wspomniany przeze mnie na początku mail świadczy o tym, że odszedł bez świadomości zbliżającego się końca.


Dagmara Kraus, dawniej UNDP, obecnie Zjednoczenie na rzecz żyjących z HIV/AIDS „Pozytywni w tęczy”:
Kiedy pracowałam w UNDP, Tomasz Niemiec był u nas częstym gościem. Oczywiście głównie współpracował z Kasią Malinowska-Sempruch, która szefowała wtedy programowi ds. AIDS oraz Beatą Balińską z UNFPA. Opracowywał wtedy standardy postępowania okołoporodowego dla ciężarnych kobiet żyjących z wirusem HIV. Prowadził szkolenia dla pielęgniarek i lekarzy różnych specjalności, oczywiście wszystko w kontekście profilaktyki HIV. Pamiętam, jak wysyłaliśmy do niego – do kliniki, ale też do prywatnego gabinetu – dziewczyny zakażone HIV. Nikt nie chciał ich przyjmować. On – pomagał im, właściwie był na każde zawołanie, zawsze pod telefonem. W prywatnym gabinecie przyjmował je nieodpłatnie. Pamiętam też akcję związaną z badaniami mammograficznymi. Był skuteczny – ze wszystkich agend ONZ w Polsce wędrowały wycieczki kobiet na badania.. Nie mogę uwierzyć, że nie ma Go wśród nas, to ogromna strata.


dr Grzegorz Południewski, Towarzystwo Rozwoju Rodziny:
Z profesorem Tomaszem Niemcem spotykaliśmy się zawodowo niejednokrotnie. Dysponował nieocenioną wiedzą na temat wszelkich zakażeń przenoszonych drogą płciową. Szczególnie cenna była jego współpraca przy projektach Towarzystwa Rozwoju Rodziny dotyczących promocji profilaktyki zakażeń HPV. Jego zdanie jako eksperta było cennym argumentem podczas dyskusji z politykami, których musieliśmy przekonywać o zaletach szczepień przeciwko temu wirusowi w profilaktyce raka szyjki macicy. Polskie kobiety straciły oddanego rzecznika walczącego o ich zdrowie, a my lekarze – wspaniałego kolegę.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...