O autorze
Piotr Kalbarczyk, socjolog, psychoterapeuta. Koordynator projektów międzynarodowych Towarzystwa Rozwoju Rodziny.

Prawa seksualne i reprodukcyjne. Prawo do edukacji.

Mimo, że na Ukrainie wrze i trudno będzie zainteresować Państwa inną tematyką chciałbym wrócić w moich wpisach do demonizowanych przy okazji dyskusji o gender praw seksualnych i reprodukcyjnych. Przypomnę, że prawa te zostały one sformułowane przez Międzynarodową Federację Planowanego Rodzicielstwa jako interpretacja praw człowieka. Dziś zajmiemy się prawem do edukacji.

Prawo do edukacji to nie tylko edukacja seksualna realizowana jako przedmiot szkolny. Nie można jednak realizacji tego prawa sprowadzać tylko to tego jednego elementu. To również prawo do wiedzy na temat seksualności jako takiej, sposobów jej realizowania, prawa do planowania rodziny, a może przede wszystkim – wiedzy na temat ryzyka, jakie niesie ze sobą podejmowanie zachowań seksualnych.



Wbrew pozorom prawo to nakłada wiele obowiązków na służbę zdrowia. Lekarze mają obowiązek pełnego informowania o tym jaki wpływ będzie miało zastosowane leczenie na sferę seksualną człowieka. W przypadku antykoncepcji hormonalnej sprawa wydaje się dość oczywista. Do każdej porcji pigułek dołączona jest już nie informacja, a właściwie książeczka na temat możliwych skutków stosowania tych środków. Szkoda, że lekarze z tego powodu często czują się zwolnieni z omówienia z pacjentkami jej zawartości. Byłaby to szansa na wyjaśnienie wielu mitów, którymi środki te obrosły.

Przyjrzyjmy się teraz seksualności mężczyzn. Wiele leków ma wpływ na zdolność do osiągania erekcji – działa tak przecież wiele leków na choroby układu krążenia. Nie muszę chyba pisać o tym, że może być to dla mężczyzn korzystających z takiego leczenia co najmniej zaskakujące. Dalej idąc – bycie poinformowanym umożliwia podejmowanie decyzji. To właśnie pokazany w przykładzie pacjent ma prawo decydować, czy zależy mu na erekcji, czy na uniknięciu zawału. Z pozoru wydaje się to niemądre, no bo co to za wybór – erekcja, czy życie. Ale z doświadczenia Towarzystwa Rozwoju Rodziny wynika, że takie pytanie zadaje sobie codziennie tysiące Polaków.

Prawo do wiedzy to również na przykład wskazówka dla osób, które mogą być obciążone ryzykiem chorób o podłożu genetycznym. Wiedza o tym, że potomstwo może zostać obciążone genetycznie może być podstawą decyzji o ciąży. Tu niestety bardzo kuleje finansowanie poradnictwa genetycznego, brak wiedzy na ten temat oraz niestety względy kulturowe. Szkoda, bo dzięki współczesnej medycynie udałoby się uniknąć wielu rodzinnych dramatów.

Prawo do edukacji dotyczy również osób starszych. Przesuwanie się granic aktywności zawodowej powoduje, że ludzie są dłużej aktywni zarówno w sferze społecznej jak i seksualnej. Oczywiście seksualność osób starszych, w związku ze zmianami fizjologicznymi niesie ze sobą zupełnie inne problemy. I znowu – za zmianami społecznymi nie nadążają przemiany kulturowe. O seksualności osób starszych jakoś trudno się mówi nie tylko w mediach ale również przedstawicielom służby zdrowia. A aktywność seksualna i płynąca z niej satysfakcja może mieć bardzo pozytywny wpływ na ogólną zdrowotność tej grupy społecznej. Trzeba jednak jej członkom dostarczać stosownej wiedzy, aby ich życie seksualne było satysfakcjonujące i bezpieczne.

Podane powyżej przykłady to próba pokazania, że prawo do edukacji nie ogranicza się wyłącznie do edukacji seksualnej, który to przedmiot budzi w naszym kraju niezwykle dużo niezdrowych emocji. Żeby było ciekawiej, kontrowersyjna jest najczęściej dla tych, którzy krzyczą o konieczności prawdy historycznej. Dostęp do prawdy nie jedno ma imię jak widać. Wiedza zdobyta dzięki edukacji pozwala na podejmowanie bardziej odpowiedzialnych decyzji. A w sferze seksualności odpowiedzialność jest równie ważna jak płynąca z niej przyjemność.
Trwa ładowanie komentarzy...