O autorze
Piotr Kalbarczyk, socjolog, psychoterapeuta. Koordynator projektów międzynarodowych Towarzystwa Rozwoju Rodziny.

Sex sells

Wczoraj odbyła się konferencja zorganizowana przez panią minister Agnieszkę Kozłowską-Rajewicz. Tytuł spotkania: „Stop seksualizacji dzieci i młodzieży” zwiastował, że spotkanie będzie miało formę klasycznego starcia na froncie „zimnej wojny domowej”. Ku mojemu zaskoczeniu – nic takiego nie miało miejsca. W Sali Świetlikowej KPRM spotkali się głównie przedstawiciele organizacji i instytucji, które zajmują się od lat edukacją seksualną i badających zachowania seksualne człowieka.

Zaprezentowano wyniki badań potwierdzające obserwacje życia gimnazjalistów – narastającej fali przemocy fizycznej i seksualnej, bezradność nauczycieli wobec tej ostatniej. Przedstawiono argumenty potwierdzające fakt, że obecne programy szkolne utrwalają dominację systemu patriarchalnego. Omówiono zagrożenia dla rozwoju psychoseksualnego związane z ekspozycją na pornografię. Przedstawiono skutki oddziaływania wszechobecnych w popkulturze elementów jak golizna seks i przemoc (a najczęściej wszystkich ich na raz).
Brzmi to trochę jak opis spotkania którejś z ultrakonserwatywny partii. Słusznie prelegenci zauważali, że problem seksualizacji – czyli wartościowania innych ze względu na ich atrakcyjność seksualną jest punktem, gdzie łączą się niepokoje zarówno liberałów jak i konserwatystów. Różnica polega jedynie na proponowanych rozwiązaniach. Dla konserwatystów rozwiązaniem jest zakazywanie i intensyfikacja praktyk religijnych, a dla liberałów – edukacja seksualna. Niestety wydaje się, że żadna z tych dróg nie jest już wystarczającym rozwiązaniem.



Jednym z postulatów konferencji jest wprowadzenie odgórnych ograniczeń dostępu do pornografii w internecie. Mimo mojego prywatnego poglądu, że pornografia nie jest niczym dobrym, nie uważam, że zakaz taki coś zmieni. Bo co z tego, że utrudni się dostęp do pornografii? Specjalnie piszę, że utrudni, bo jak wiadomo zakazy są do tego, żeby je obchodzić. Co zmieni brak pornografii w internecie, skoro przy ulicach roi się od billboardów z roznegliżowanymi kobietami reklamującymi wszystko – od cielęciny po drut zbrojeniowy? Czy agencje reklamowe zaczną produkować spoty nieociekające seksem? Czy wydawnictwa przestaną eksploatować nierealistyczne wzorce wyglądu kobiet i mężczyzn? Pozwolę sobie na wniosek, że raczej chyba nie. Bo oznacza to powrót do ciężkiej pracy koncepcyjnej. Po co się wysilać, kiedy wystarczą przysłowiowe „cycki”?

Drugi postulat dotyczył zapewnienia dostępu do edukacji seksualnej. Miałaby ona zapewnić młodym ludziom wiedzę konieczną do opracowania intelektualnego doświadczeń płynących z rozerotyzowanego świata. Tutaj powtórzę swą kontrowersyjną tezę, że edukacja seksualna, jako odrębny, obowiązkowy przedmiot szkolny może przynieść więcej szkód niż korzyści. Pomijam już kwestię tego jak ją wprowadzić do szkół, kiedy obcina się godziny wszystkich przedmiotów oprócz WF i katechezy. Uważam, że treści przypisywane edukacji seksualnej można, a nawet trzeba przekazywać w toku normalnej edukacji. Kwestie dotyczące anatomii czy fizjologii seksualności i płodności człowieka powinny być elementem edukacji biologicznej. Po co na lekcjach biologii uczyć o biotechnologii, skoro 99% uczniów nie ma podstawowej wiedzy na temat anatomii czy fizjologii własnego organizmu? Skąd to 99%? Od 3 lat Towarzystwo Rozwoju Rodziny realizuje w Warszawie projekt profilaktyki raka jądra. Na 35000 uczniów szkół ponadgimnazjalnych, którzy uczestniczyli w zajęciach prawidłową odpowiedź na pytanie o funkcje prostaty podało może 25 osób. Kwestie relacji interpersonalnych powinny być tematem lekcji literatury oraz nauki o społeczeństwie. Na katechezach uczniowie, którzy na nie uczęszczają mogliby się dowiedzieć o stosunku ich religii do kwestii seksualności. Tak, jak seksualność jest integralną częścią człowieczeństwa, tak samo powinna być nauczana.

Edukacja seksualna w szkołach nie będzie miała również żadnego wpływu na postawy młodych ludzi. Dowodem na to jest choćby obecność lekcji religii w szkołach. Czy powszechność nauczania prawd wiary i moralności katolickiej ma wpływ na zachowania młodych ludzi? Po odpowiedź proszę udać się do szkół.
Trwa ładowanie komentarzy...