Prawa seksualne i reprodukcyjne

W szumie informacyjnym dotyczącym gender często zestawia się tę koncepcję z prawami seksualnymi i reprodukcyjnymi. Czymże jest ten diabeł wcielony i czy zagraża on istnieniu świata postaram się przedstawić Państwu w niniejszym tekście.

Prawa seksualne i reprodukcyjne to interpretacja Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka uzupełniająca ją o problemy dotyczące seksualności. Katalog praw seksualnych i reprodukcyjnych został sformułowany przez Międzynarodową Federację Planowania Rodziny (IPPF), którego Towarzystwo Rozwoju Rodziny jest jej akredytowanym członkiem. Był on następnie wielokrotnie powielany i reinterpretowany przez wiele organizacji i instytucji, które zajmują się seksualnością człowieka. Skoro już Powszechna Deklaracja Praw Człowieka była, po co było tworzyć ten dodatkowy katalog praw? Uznano bowiem, że sprawy dotyczące seksualności i posiadania potomstwa nie są traktowane z należytą uwagą. Co więcej – Deklaracja Praw Człowieka zaczęła „zamieniać się” powoli w deklarację praw mężczyzn. Sprawy kobiet – szczególnie te dotyczące planowania rodziny, bezpiecznego macierzyństwa, czy też bezpiecznej i legalnej aborcji nie znalazły wystarczającego zainteresowania. Po latach do tematów marginalizowanych doszły prawa osób homoseksualnych, transgenderowych, czy osób żyjących z HIV. Stało się więc jasnym, że konieczne jest stworzenie katalogu praw człowieka odnoszących się do jego seksualności. W 1994 roku sformułowano Kartę Praw Seksualnych i Reprodukcyjnych, a następnie ogłoszono w 2007 Deklarację Praw Seksualnych i Reprodukcyjnych IPPF, która rozszerzała zakres definicji przyjętych w poprzednim dokumencie, dostosowując go do obecnych realiów.
Dlaczego rozszerzenie praw człowieka o kwestie jego seksualności wzbudza tyle negatywnych emocji? Pewnie dlatego, że takie ujęcie praw człowieka uznaje prymat dobra i decyzji kobiety. To jak wiadomo – szczególnie w odniesieniu do ciąży – okazuje się trudne do przełknięcia dla fundamentalistów różnych religii. Pewnie z tego samego powodu Watykan na przykład nie ratyfikował „Konwencji w sprawie likwidacji wszelkich form dyskryminacji kobiet”, choć była ona uchwalona w 1981 roku, a więc już za panowania tak czczonego w Polsce Jana Pawła II.


Kanon praw seksualnych i reprodukcyjnych rozpoczyna się omówieniem prawa do życia. Zapisano w nim, że ciąża w żadnym wypadku nie może oznaczać narażenia na ryzyko lub zagrożenie życia kobiety. Należy dążyć do likwidacji czynników ryzyka, takich jak ciąża zbyt wczesna, zbyt późna, zbyt częsta, lub w zbyt krótkich odstępach czasu.
Dalej prawo mówi to, nie życie dzieci nie może być narażone na niebezpieczeństwo ze względu na ich płeć. Nadal istnieją bowiem kraje i normy kulturowe, w których preferuje się jedną – najczęściej męską – płeć dziecka.
Kolejna omawiana sprawa to problem dostępu do usług i wiedzy, które mogą mieć znaczenie dla jakości zdrowia seksualnego i reprodukcyjnego każdego człowieka. Mowa tu na przykład o prawie do dostępu do badań prenatalnych, wspomagania płodności metodą in-vitro, sterylizacji, wazektomii, antykoncepcji, jak i wszelkich innych współczesnych procedur i środków medycznych.
Dochodzimy tu do kwestii dotyczących aborcji. Prawo to jak widać nie dopuszcza do aborcji, gdy jedyną przesłanką jest płeć dziecka. Dopuszcza ją, kiedy ciąża może stanowić zagrożenie dla życia kobiety. Ale nie tylko tego biologicznego, ale również społecznego.

Czy prawa te stanowią zagrażają istnieniu naszej cywilizacji? Chyba jednak nie. Kolejne punkty pozwolę sobie przybliżyć Państwu w następnych wpisach. Mam nadzieję pokazać, że prawa seksualne i reprodukcyjne nie są dziełem szatana, a jedynie pochyleniem się nad tak istotnym składnikiem życia każdego człowieka, jakim jest jego seksualność.
Trwa ładowanie komentarzy...